Facebook Instagram

Zimowa podróż samochodem z niemowlakiem

Zimowa podróż samochodem z niemowlakiem

Nareszcie nadszedł czas na pierwszy zimowy wyjazd razem z moją córeczką. Od wielu tygodni nie mogłam się doczekać jak zareaguje na śnieg, górskie powietrze, widoki jakich jeszcze nie widziała oraz rodzinne spacery z ciszą i zapachem świerków w tle.

Oczywiście przed wyjazdem nie odbyło się bez dylematów jak przetrwać tak daleką podróż w Alpy (1.500km). Zastanawiałam się, czy wybrać podróż samolotem, czy samochodem. Jak zapakować się ze wszystkimi rzeczami do samolotu? Było to raczej niemożliwe - góra ubrań zimowych, łóżeczko, narty, buty, no i jedzenie (ze względu na koszty wybraliśmy pobyt w apartamentach z własnym wyżywieniem).

Nawet jakby udało się to jakimś cudem to i tak trzeba by wynająć duży samochód na lotnisku aby to wszystko dowieźć do hotelu. W związku tym, oczywiste wydało się że pojedziemy samochodem. Tym bardziej, że zabraliśmy ze sobą babcie - to był nasz pomysł, aby po dwuletniej przerwie pozjeżdżać na nartach. W zeszłym roku ze względu na ciążę nie wyjechaliśmy na narty, a babcia była przeszczęśliwa. Ze względu na dużą ilość kilometrów do przejechania, rozłożyliśmy podróż na dwa dni. 

Czekała nas zatem długa podróż samochodem, musiałam więc się do niej wyjątkowo dobrze przygotować i dobrze ją zaplanować.

Chciałam się z Wami podzielić tym doświadczeniem, gdyż wbrew moim obawom wszyscy znieśliśmy ją bardzo dobrze. Bardzo ważne aby pamiętać, że gdy zabieracie ze sobą sprzęt narciarski aby ze względów bezpieczeństwa (oraz na pewno miejsca :-) umieścić go w bagażniku dachowym. Ważne też aby w miarę możliwości nie umieszczać luźno przedmiotów wewnątrz samochodu. W przypadku hamowania lub stłuczki mogą one być bardzo niebezpieczne. 

Pierwszą obawą był problem przewijania, karmienia, podgrzewania pokarmu. Czy na wszystkich stacjach są przewijaki i warunki do karmienia dziecka? Okazuje się że na wszystkich większych stacjach, a w szczególności na tych gdzie są restauracje - tak. Są też świetne warunki do nakarmienia dziecka. Wystarczy zamówić kawę,  herbatę. Pasażerowie przy okazji odpoczną, a kierowca zregeneruje siły. Obsługa zawsze bezpłatnie podgrzeje bardzo chętnie mleko. Jechaliśmy przez Niemcy i Austrię - nie spotkaliśmy się z żadnymi problemami. Zatrzymywaliśmy się średnio co trzy, cztery godziny. W zależności od tego jak nasza córeczka była głodna. Podczas każdego postoju staraliśmy się ją “gimnastykować” aby odpoczęła od fotelika.

Na pewno świetnym pomysłem było schowanie kilku starych zabawek na kilka tygodni przed podróżą. Zabawki wydały się na nowo bardzo interesujące i z powodzeniem mogła się nimi zająć. Oczywiście dzięki temu nie musiałam kupować kolejnych nowych zabawek.

Nieodzowny okazał się również podgrzewacz pokarmu samochodowy. Obecnie używam podgrzewacza Tommee Tippee. Jest to taki termos z wrzątkiem, który posiada duży nakręcany kubek do którego mieszczą się zarówno słoiczki jak i butelki. Oczywiście jest przeznaczony do użytku “stacjonarnego” , my natomiast w przypadku nagłej potrzeby zatrzymywaliśmy się również na parkingach przy autostradzie i śmiało z niego korzystaliśmy. W komplecie zawsze trzymam w pokrowcu termicznym butelkę z gorącą wodą, abym mogła błyskawicznie podać dziecku jedzenie. Takie wyposażenie w pełni pozwala opanować każdą sytuację. Oczywiście muszę tu nadmienić że moja córka nie jest już karmiona piersią. 

Jak pewnie wiecie zimowa podróż z niemowlakiem nie jest już taka łatwa pod kątem ubierania dziecka jak podróż wiosną, czy latem. Moją córkę na codzienne spacery ubieram w kombinezon, wyjątkowo do samochodu ubrałam ją w kurteczkę gdyż było mi ją o wiele łatwej ją założyć i zdjąć w samochodzie. 

Z uwagi na zimne, górskie powietrze koniecznie należy zabrać krem zimowy do twarzy dla dziecka, cieplejszą czapeczkę i cieplejsze rękawiczki. Jakiś czas temu kupiłam termiczny kombinezon, jestem ciekawa czy się sprawdzi. 

Kolejną rzeczą na którą warto zwrócić uwagę to wysokość. Przyszło mi to do głowy w ostatniej chwili. Po konsultacji z lekarzem otrzymałam informację, że dla bezpieczeństwa córeczki, nie powinnam przebywać z nią zbyt długo na wysokości większej niż 1000 metrów. Dwukrotnie odważyłam się wjechać z wózkiem do kawiarni na wysokość 1500 metrów. Spacer trwał 45 minut, córeczka zniosła to świetnie. 

Ciekawa jestem jak Wy spędzacie ferie zimowe? Może macie jakieś ciekawe spostrzeżenia. Napiszcie proszę, na pewno przydadzą się nam wszelkie wskazówki. Pozdrawiam Was :)

 

Autorka

Kilka słów o mnie

Szczęśliwa mama 6 letniej Liliany i 4 miesięcznego Jasia.

Prowadzę blog osobisty o tematyce związanej z macierzyństwem i ciąża. 

Klaudia

 

Historia bloga